krzysztof blog

Twój nowy blog

Tak z niczego przypomniałem sobie, że ten blog jeszcze istnieje…
Sporo się zmieniło. Mam żonę, syna, którąś już pracę z kolei. Prawie 2 lata włóczyłem się po świecie, teraz na stałe w Warszawie.

Dużo rzeczy na głowie, milion historii do opowiedzenia, fajnie by było kiedyś wrócić do pisania.

żadnej notki w 2011. masakra.
najlepsze życzenia na 2012.

Lost in the world

Brak komentarzy

Dużo się działo przez ostatnie 2 miesiące. Zmieniłem pracę, przeprowadziłem się, byłem na Białorusi prowadzić szkolenie po rosyjsku, teraz siedzę na Łotwie i czekam na wieści kiedy będę miał samolot do domu. Wczoraj miałem wypadek, powinienem być tu jeszcze co najmniej z 2 tygodnie, ale w moim stanie (nie mogę ruszać nogą, kolano jak piłka) to raczej nie ma sensu. Ciekawe w ogóle jak dam radę na lotnisku, hmm..
Stan fizyczny wpłynął na psychiczny więc ciężko napisać coś radosnego. Ale ogólnie w zasadzie jest ok.
Pozdrawiam
Z głośników leci : Kanye West – Runaway

Zadzwonili. Nie przyjęli mnie. Druga rozmowa kwalifikacyjna w tym roku, druga przegrana. Co prawda wysoko mierzyłem (największe i najlepsze na świecie. coś w stylu ‚google’ mojej branży), ale czuję niedosyt. Nie zmienia to jednak faktu, że w następnym tygodniu idę z wypowiedzeniem. Koniec końców, udało mi się zebrać jakieś oszczędności i wg wstępnych wyliczeń 1 września zacznę z całkiem przyzwoitym stanem konta.
W międzyczasie odezwała się do mnie kolejna firma. Trochę znowu na obrzeżach branży, ale w mojej sytuacji raczej ciężko wybrzydzać. Za 2 tygodnie mają dzwonić i mamy się umówić na rozmowę.
Najgorsze, że czuję się jak w jakimś wyścigu (szczurów? hmm…). Kto, gdzie, za ile. Nie mogę się zatrzymać, nie mogę przestać o tym myśleć, paranoja. Pełna niezależność finansowa kluczem do stabilizacji? Czy może satysfakcjonująca praca? Nigdy nie miałem ani jednego ani drugiego więc ciężko coś powiedzieć (nie mówiąc już o połączeniu tych dwóch rzeczy).
Trochę boję się iść z tym wypowiedzeniem. Wiem, że nie powinienem, w końcu mam o tej firmie jak najgorsze zdanie. Z drugiej strony jednak nadeszła teraz fala wypowiedzeń, a że zajmuję stanowisko ‚bliżej’ kierowniczego czuję się jakbym opuszczał tonący statek(i tak też pewnie zostanę potraktowany). Jakoś wytrzymam do końca sierpnia.
Generalnie 2010 leci w wyjątkowo szybkim tempie, pod znakiem porażek, rozłąki i ciągłego rozczarowania. W grudniu biorę ślub więc mam nadzieję, że 2011 będzie zupełnie inny. A potem koniec świata, więc w sumie czym ja się przyjmuję (z resztą gdzieś niedawno czytałem, że w listopadzie ma się zacząć III wojna światowa więc moje prywatne rozterki pewnie zejdą na dalszy plan…).
Pozdrawiam
Z głośników leci: Katy Perry – Teenage Dream

Lato mija. Kiedy wstaje do pracy jest jeszcze ciemno(dokładnie 4:52). Teraz kiedy to piszę(20:35) powoli zmierzcha.
Dalej czekam na telefon. 4 tygodnie minęły, dowiedziałem się, że osoba odpowiedzialna za proces rekrutacji, a w zasadzie ktoś kto ma przekazać informację ‚tak albo nie’(bo reszta jest w rękach niemieckiego oddziału) jest na urlopie. Więc teoretycznie przyszły tydzień. Z jednej strony to czekanie mnie dobija bo chciałbym wiedzieć na czym stoję(czy wysyłać cv do innych firm itd.), z drugiej strony daje mi jakąś nadzieję, w głowie układam sobie nierealne scenariusze, odwiedzam miejsca, w których nigdy nie byłem i wydaje kasę, której nie mam. Chociaż w myślach jestem w miarę przygotowany na niepowodzenie. Nic, pozostaje mi tylko czekać.
W międzyczasie, a dokładniej rzecz biorąc w połowie sierpnia składam wypowiedzenie w obecnej firmie. Są plusy tej pracy, ale jak to mówili w pewnym filmie na trzy litery nie przesłonią mi minusów. Z resztą muszę kiedyś wypisać listę rzeczy, które doprowadzają mnie tu do szału bo czas ma to siebie, że lubi fałszować przeszłość i za parę miesięcy okaże się, że rzuciłem najlepszą pracę na świecie. Nie mam żadnej pewnej opcji, ale z głodu nie umrę. Wracam tam gdzie chce być, a co dalej…zobaczymy.
Pozdrawiam
Z głośników leci:Toro Y Moi – Dead Pontoon

Myślałem o tym żeby założyć coś w stylu soup.io bo formuła bloga chyba mnie przerosła. Nie mogę się zebrać żeby coś złożyć, chociaż myśli dużo i jest o czym pisać.
Od pół roku mam pracę. Od pół roku probuję ją zmienić. Pracuję fizycznie (mimo że nie powinienem, mgr inż, heh) w skrajnych warunkach. Nie będę pisał nic więcej bo ‚branża’  jest na tyle hermetyczna, że nie trudno dojść do tego co, kiedy i z kim. W międzyczasie miałem 2 rozmowy, raz byłem przekonany o tym, że mnie przyjęli (bo jak inaczej rozumieć słowa ‚you are person, we’re looking for’). Na wyniki drugiej muszę czekać do końca lipca. Codziennie myślę o tym żeby złożyć wypowiedzenie, wyjść i nigdy nie wracać, ale wtedy dochodzi do głosu rozsądek z pytaniem ‚za co będziesz żył głupku?’. Więc żyję w tym beznadziejnym zawieszeniu pomiędzy planami, a rzeczywistością i ciągle na coś czekam.
Od pół roku mieszkam na odległość ze swoją narzeczoną. Widzimy się raz na 2-3tyg(ostatnio we Włoszech, tanie loty, polecam). Ja nie chcę jej na siłę sprowadzać tutaj bo wierzę, że prędzej czy później uda mi się stąd wyrwać. Ona ma jakieś szanse na ciekawą karierę w dużym mieście. Rodzinę też oglądam od święta. Siedzę sam, internet oknem na świat. Raz na jakiś czas uda się spotkać z przyjaciółmi i na chwilę zapomnieć o codziennych sprawach. Chociaż widzę jak czas leci, tematy się zmieniają. Kto ile zarabia, kto się żeni itd.
Oglądam zdjęcia i tęsknie za czymś czego nie jestem w stanie nawet dobrze opisać.
Najbliższe parę tygodni upłyną pod znakiem czekania na wyniki rozmowy kwalifikacyjnej (a to dopiero 1 etap). A potem zobaczymy. Do zobaczenia pod koniec lipca.
Pozdrawiam

Z głośników leci: Talking Heads – This must be the place

Żyje. Postaram się w najbliższym czasie o aktualizację. W przypływie dobrych chęci być może wrócę do częstszych wpisów.
Nienawidzę swojej pracy.
Pozdrawiam

edit [5 czerwiec]: ostatnie tygodnie są szalone, ale pamiętam o wpisie. będzie. dzięki dla osoby z komentarza.

Z głośników leci: Drake – Lust for life

Regularność dodawania notek nie jest moją mocną stroną.
Skończyłem studia. Mgr inż. póki co bez pracy, raczej bez konkretnych perspektyw (wysyłam te cv, ale zero odzewu). Kryzys słowo klucz, bez znajomości będzie raczej ciężko, a że nie mam żadnych więc JEST ciężko.
Mieszkam razem z moją narzeczoną(o tym za chwilę). W poprzednim roku na 10 nocy razem spędzaliśmy 9, ale teraz już tak oficjalnie.Nie ja u niej, albo ona u mnie, tylko U NAS.
Oświadczyłem się. Po roku bycia razem, po 4letniej znajomości (długa i skomplikowana historia). Jeżeli nie z NIĄ to z nikim innym.
Jak widać życie prywatne w jak najlepszym porządku, życie zawodowe na zerowym poziomie. Jedyny plus, że całe wakacje robiłem w McDonaldzie w Amsterdamie i za 2 miesiące roboty przywiozłem 11tys. zł. Laptop, pierścionek, wypad do tunezji i połowy już nie ma. Za to jest komfort, że jak nie znajdę nic do końca roku to świat się nie wali.
Aha i dzisiaj mam urodziny.

Pzdr i wszystkiego dobrego.
Z głośników leci: Jay Z- Izzo(H.O.V.A.)

Wiele rzeczy się zmieniło.
Przede wszystkim jestem szczęśliwie zakochany. Znalazłem to czego szukałem przez całe życie. Okoliczności tego związku są gorzej niż skomplikowane, może kiedyś(pewnie nie) gdzieś je opisze. Ważne, że jest jak jest i nie wyobrażam sobie żeby mogło być lepiej.
Dwa – udała się wyprawa do azji. Białoruś, Rosja, Mongolia, Chiny, Wietnam, Kambodża, Tajlandia. Mam miliard przygód typu ‚wbiłem się za darmo na olimpiadę oglądać rekord Bolta’, ‚spałem pod gołym niebem na syberii’ itd.
Trzy – kończę studia i to już naprawdę niedługo. A potem szukać pracy – tylko gdzie, w jakim charakterze, za ile itd. Tego nie wiem i na chwilę obecną to chyba moje jedyne (aczkolwiek całkiem spore) zmartwienie.
Pzdr

Jest czas, jest harnaś, nie ma nikogo kto by przeszkadzał – warto dodać coś od siebie.
Odzwyczaiłem się od pisania. Głównie ze względu na warunki – rzadko kiedy jestem sam, a zawsze próbówałem(i w sumie jest tak dzisiaj) zachować anonimowość tego bloga. Żadnych rewolucyjnych zmian przez te kilka miesięcy nieobecności nie zaobserwowałem więc odniosę się w paru słowach do wakacji 2oo7.
————-
Alaska – przede wszystkim praca. Non stop(minimum 16h na dzień), wszystko co da się robić z rybami. Puszki, ikra, pakowanie, cięcie, segregowanie, bla bla bla. Policzyłem sobie kiedyś, że na jednej zmianie wypatroszyłem ponad 1o ooo łososi. Ręcznie. Generalnie po takim okresie człowiek staje się obojętny na wszystko. Pracowałem w 3 różnych fabrykach. Bywało różnie, poznałem sporo ciekawych ludzi z całego świata, spędziłem 2 tygodnie w miejscu, które śmiało mogłbym nazwać piekłem na ziemi, masa szalonych przygód, wspomnienia na całe życie.
Korzystając z wolnego tygodnia przejechałem ponad 12oo km autostopem. Spałem pod gołym w niebie w mieście, które było pierwowzorem miejsca akcji ‚Przystanku Alaska’. Widziałem McKinley, byłem w Parku Denali, lotnisko w Anchorage znam na pamięć(‚mieszkałem’ tam łącznie koło tygodnia), widziałem pełno niedźwiedzi i łosi w ich naturalnym środowisku(tak, to prawda. łosie chodzą po ulicach)…
Hawaje – w którymś momencie naszej wyprawy stwierdziliśmy, że pieniądze nie są takie ważne i na pełnym spontatnie kupiliśmy bilet do Honolulu. Mega gorąco, mega wilgotno – przed wyjazdem byłem na Alasce 2x na solarium, na plaży wysmarowałem się 30stką, a i tak każdy z nas wyglądał jak indianin. Jestem prawie pewien, że miałem udar. Aloha, mahalo, waikiki, oahu. Najpiękniejsze kobiety świata, wysokie fale. Wspinaliśmy się na wulkan, nurkowaliśmy na Hanauma Bay, widzieliśmy Pearl Harbor. Raj. Zbyt doskonały żeby siedzieć tam za długo.
Nowy York – centrum świata. Empire State Building(włącznie z wjazdem na górę), Times Square, Ground Zero, Central Park, Statua Wolności, Wall Street, Rockefeller center…Mam nawet kartę biblioteczną do NYPL hehe. Przejechaliśmy się raz na Harlem i jak to się mówi ‚miałem serce w przełyku, ale nic mi się nie stało’. Na serio można się zakochać w tym mieście. Pamiętam jak w ostatni dzień spacerowałem sobie samotnie po Manhattanie i patrzyłem na to ‚wszystko’. NY i Amsterdam to absolutnie najlepsze miasta jakie kiedykolwiek widziałem.
Nawiasem mówiąc NY zapamiętam też z budek telefonicznych, w których spędziłem połowę czasu walcząc z oszustwem swojego, amerykańskiego banku.
————–
Wakacje 2oo8 myślę, że będą równie udane. Jadę do Chin(pociągiem w 2 strony. w przyszłym miesiącu jadę do Wa-wy po wizy itd.). Poza tym Tajlandia, Kambodża, Laos itd. Z resztą na miejscu będziemy myśleli co chcemy robić. Przewidywany koszt na poziomie +-4,5zł, sierpień-wrzesień(samym pociągiem jedzie się z tego co pamiętam 8 dni). Będzie fajnie.
W lipcu będę musiał chyba z tego powodu trochę popracować, chyba, że do tego czasu dorobię się na bukmacherstwie(póki co całkiem nieźle mi idzie).
Promotor wybrany, temat jeszcze nie(chociaż jaki by nie był pewnie nic nie będzie mi mówił). Koniec studiów coraz bliżej.
Ten rok ogólnie uznaję za nijaki(ze wskazaniem na nieciekawy). O ile 2oo7 był interesujący i obfitujący w dość ciekawe wydarzenia na gruncie towarzyskim i nie tylko, tak ten – kompletne dno. Wdałem się w parę głupich relacji, koniec końców startuję ze wszystkim zupełnie od zera. Z resztą niedawno czytałem fajny cytat, który brzmiał mniej więcej tak: ‚jeżeli przez chwilę zapomnieć o seksie to życie nabiera całkiem nowego znaczenia’.

Ok, harnaś wypity, czas skończyć też wpis. Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów. Do usłyszenia w przyszłości. Jak coś to @.
P.s. Wygrałem dziś zestaw książek w konkursie na wp za napisanie paru zdań. Może by tak pisać częściej? Strzała.
Z głośników leci : Pharoahe Monch – Desire


  • RSS